Bo w życiu nie chodzi o to, żeby żyć, ale żeby przeżywać!

środa, 1 lipca 2015

Rozdział 28



W drodze powrotnej zanurzyłam się we własnych myślach, planując jednocześnie odnalezienie moich rodziców, a w szczególności matki. Nierozwiązana sprawa z Danielem także nie dawała mi spokoju. Miałam nadzieję, że reszta wspomnień powróci do mnie w najbliższej przyszłości.
Gdy dojechałyśmy na miejsce, od razu skierowałam się na pomost, gdzie aktualnie siedział Nik. Było to jedyne miejsce, które w pewien sposób dawało mi ukojenie.
- Mogę się przysiąść?
Nikodem spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem, po czym skinął głową.
- O czym tak rozmyślasz?
- Aż tak to widać?
- No nie da się zaprzeczyć.
- Ok, przyłapałaś mnie. – powiedział z lekkim westchnieniem.
- No to proszę, wygadaj się, potraktuj mnie jak psychologa.
- Chyba nie mam wyboru. – zaśmiał się smutno, po czym zaczął opowiadać. – Czasem, gdy mam chwilę na jakiekolwiek przemyślenia, wracam do dnia, w którym spotkałem Malwinę.
- O, a więc jednak dowiem się jak się poznaliście? – zapytałam z nadzieją. Ostatnim razem Nik zbył mnie krótkim „może kiedyś” .
- O ile nie będziesz mi przerywać. – kolejny uśmiech, tym razem weselszy. – No więc, jak zapewne pamiętasz, Malwina pojawiła się w moim życiu po tym jak nasze randki doprowadziły tylko do przyjaźni.
- Tak, pamiętam. – wtrąciłam triumfalnie, uśmiechając się od ucha do ucha. Zmiana toku moich rozmyślań poprawiła mi nieco humor.
- Właściwie nie wiem od czego by tu zacząć, w tym dniu wiele się wydarzyło.
- Poproszę od początku.
- Okej. A więc wstałem rano, po porannej toalecie zjadłem śniadanie, a potem..
- Nie od takiego początku. – trzepnęłam go żartobliwie w ramię.
- Dobrze, już dobrze. Tego dnia nabrałem wielkiej ochoty na kawę i ciastko, więc poszedłem do kawiarni w centrum. Jako, że należała do moich ulubionych, zamówiłem szarlotkę i kawę po czym skierowałem się ku stolikowi w rogu pomieszczenia. Jednakże ktoś już tam siedział. Tak, była to Malwina. Najpiękniejsza dziewczyna jaką kiedykolwiek widziałem. Naturalnie piękna i niewyobrażalnie zapłakana. Przez chwilę zastanawiałem się czy nie powinienem po prostu zająć innego stolika, ale postanowiłem podejść. To był impuls, nawet nie zauważyłem, że stoję tuż przed nią z językiem zawiązanym na supełek.
Dziewczyna o kasztanowych włosach spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem, ale nic nie powiedziała, co uświadomiło mi, że to ja powinienem to zrobić.
Odezwij się, zachowujesz się jak palant.
- Wiesz, to mój ulubiony stolik. – zbyt błyskotliwe to to nie było.
- O, chciałbyś tu usiąść? Jasne, i tak już miałam iść.
- Nie, zaczekaj. Nie o to mi chodziło. Miałem nadzieję na to, że będę mógł się przysiąść.
- Wydaje mi się, że nie jestem dzisiaj najlepszym kompanem do rozmów.
- Nie musisz nic mówić, wystarczy, że mi potowarzyszysz.
Malwina na początku patrzyła na mnie podejrzliwie, ale z kolejną minutą nabierała do mnie większego zaufania. Godzinę później śmialiśmy się do łez, nie patrząc na krzywe spojrzenia zapracowanych przy laptopach pracowników wielkich korporacji. Właśnie wtedy poczułem, że jest w niej coś niezwykłego. Coś co nie pozwoliłoby mi tak po prostu dać jej odejść.
- Powiedziała ci dlaczego płakała?
- Nie. Nigdy o to nie zapytałem, a i ona prawdopodobnie uznała, że nie jest to ważne.
- Musiało to być coś poważnego, skoro tak bardzo płakała.
- Z pewnością..
- Okej, a co z tą tragiczną częścią?
- Już do niej zmierzam. – wyjaśnił. – Późnym popołudniem rozstaliśmy się, wymieniwszy się przed tym numerami. Oboje opowiedzieliśmy o swoim życiu, dzięki czemu miałem wrażenie, że znamy się od dawna. Co więcej, rozumieliśmy się jakbyśmy byli małżeństwem z co najmniej piętnastoletnim stażem. Trudno było nam się pożegnać…
W samochodzie przypominałem sobie każdy szczegół z naszej rozmowy, każde jej słowo.. Nawet nie zauważyłem, że miałem czerwone światło, i że na pasy weszła kobieta.. Nie zdążyłem zahamować. Pewnie nie potrafisz sobie wyobrazić co wtedy czułem, ale byłem w totalnym szoku. Po chwili otrząsnąłem się i podbiegłem do dziewczyny, która leżała bezwładnie na jezdni. Po raz drugi doznałem wstrząsu, gdy ujrzałem w tej kobiecie twarz Malwiny… Resztę wydarzeń pamiętam jak przez mgłę. Tłum przechodniów, policja, pogotowie, posterunek, składanie zeznań.. Miałem ogromne szczęście, ze nic jej się nie stało. Głównie z dwóch powodów. Po pierwsze nie zamknęli mnie w więzieniu, ponieważ nie wniosła oskarżenia, a po drugie nie utraciłem miłości mojego życia, czego wtedy jeszcze sobie nie uświadamiałem.
- Sama już nie wiem, która z nas więcej przeżyła. - Nik pokręcił głową.
- Ważne, że wszystko zmierza ku lepszemu.
- Tak, w tym akurat masz rację.
Nasza pogawędka pewnie trwałaby nieco dłużej, gdyby nie łódka, która przy pomocy czerwonowłosej i jej koleżanki , zbliżała się w naszym kierunku. Nie wiedziałam czego się po nich spodziewać, więc razem z Nikiem wróciliśmy do reszty, która także była skonsternowana. Dziewczyny dopłynęły do brzegu, rzucając nam przyjazne spojrzenia.
- Cześć wam.
Każde z nas odpowiedziało w swoim stylu, po czym Konrad zaprosił naszych gości aby usiadły przy stole, gdzie większość z nas znalazła też dla siebie miejsce. Rzuciłam okiem na Damiana, siadającego przy Mai, która wcześniej poklepała miejsce obok siebie.
- Stwierdziłyśmy, że przypłyniemy poznać naszych „sąsiadów”. W końcu wczoraj nie za bardzo nam to wyszło. – Maja zlustrowała Lenę od stóp do głów, po czym poprawiła sobie grzywkę.
Dziewczyny okazały się bardzo towarzyskie, dzięki czemu po chwili wywiązało się kilka rozmów. Dziewczyna o pomarańczowych włosach przedstawiła się jako Nati i złapała z Malwiną i Kingą dobry kontakt. Wkrótce i ja dołączyłam się do ich rozmowy, omijając wzrokiem Maję i jej wyzywający wygląd. Jednak nie dane mi było ignorować czerwonowłosej . Zresztą nie tylko ja zwróciłam na nią uwagę. W ułamku sekundy zdołała przybliżyć się do Damiana i złapać go za kolano. Patrzyła na niego jak na smakowity kąsek a we mnie aż się zagotowało. Jakby tego było mało, Damian nie reagował na jej zaloty. Właściwie miał lekko zmieszaną minę, ale byłam tak wściekła, że postanowiłam, nie przyjmować żadnego usprawiedliwiania, jeśli facet nie potrafi oprzeć się nachalnej lasce. W chwili, gdy Maja zaczęła szeptać mu coś na ucho nie wytrzymałam.
- Przepraszam was bardzo, ale czy my wam przypadkiem nie przeszkadzamy? – powiedziałam lodowatym głosem, zaskoczona, że nie zaczęłam krzyczeć.
Maja spojrzała na mnie jak na natrętną muchę po czym lekceważąco odpowiedziała :
- Nie musisz na to patrzeć.
- I nawet nie chcę. Więc jak macie zamiar się tu migdalić, to przenieście się w jakieś zaciszniejsze miejsce.
Moje słowa podziałały na Damiana jak kubeł zimnej wody. Odsunął się od tej lafiryndy, ale dla mnie było to stanowczo za późno.
- Och kochana, nie każdy może mieć tak wspaniałe życie uczuciowe jak ja, no i oczywiście urodę.
- Akurat tego ci nie zazdroszczę. I powtórzę ci jeszcze raz. Chcesz się migdalić? Znajdź sobie inne miejsce.
Wstałam pokazując palcem las dokoła, gotowa wywlec ją stąd za włosy. Maja wstała poprawiając kusą spódniczkę, po czym rzuciła reszcie krótkie spojrzenia, poszukując wsparcia, a gdy nikt jej go nie udzielił powiedziała:
- Przegrywać też trzeba umieć, kochana.
Po czym odeszła z Natalią, która najwyraźniej także poczuła się wyrzucona. Stałam w miejscu, ściskając dłonie w pięści, czekając aż łódka zniknie mi z oczu.
- Jagoda..
Głos Damiana wzmocnił tylko moją wściekłość, której nie potrafiłam stłumić.
- Wsadź sobie to twoje tłumaczenie, okej? I daj mi spokój. 
Damian otworzył usta, żeby mi odpowiedzieć, ale uprzedził go głos dochodzący ze ścieżki.
- Chyba jestem nie w porę. 



Ok. Zaciekawiłam? Mam nadzieję ;)
Miłego czytania
I do następnego ^^

sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 27




Damian odetchnął głęboko, zatapiając we mnie swe magnetyczne spojrzenie. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że chciał mi coś powiedzieć, ale dał za wygraną, posyłając w moją stronę blady uśmiech.
- Chcesz ją znaleźć. Ja chcę ci pomóc.
- Wiem, ale raczej będziemy musieli opuścić naszych przyjaciół.
- I tak nie możemy tu przebywać bez końca. Tym bardziej jeśli ten Kajetan okaże się kimś kto nam będzie zagrażał.
- Wobec tego nasz pobyt tutaj dobiega końca.
Po tej krótkiej, choć miłej, bez względu na temat, pogawędce, ruszyliśmy do namiotu. Udało mi się uspokoić myśli, w wyniku czego w głowie krążyła mi tylko lekka mgiełka senności. Położyłam się przy ścianie namiotu i położyłam na boku . Po chwili poczułam jak obok mnie Damian wchodzi pod śpiwór. Przytuliłam głowę do poduszki, zamknęłam oczy, po czym odprężenie odpłynęło ode mnie, przywołując kolejne obrazy.

- Wiesz cieszę się, że do mnie podeszłaś, od dawna mi się podobałaś.
- Nie sądziłam, że jesteś aż tak bezpośredni.
Daniel obdarzył mnie zawadiackim uśmiechem, po czym skręcił w alejkę oświetloną kilkoma latarniami. Nie zwracałam na ton jego wypowiedzi ani na to jakich słów dobiera. Był mi potrzebny, wiec musiałam grać zainteresowaną.
- Po prostu mam taki charakter.
Gdy doszliśmy do mojego domu, Daniel zatrzymał się i obdarzył mnie kolejnym uśmiechem.
- Zobaczymy się jeszcze? – zapytał.
Kiwnęłam głową, po czym weszłam do domu.

Otworzyłam oczy ze zdumieniem. Starałam się nie poruszyć, by nie przeszkadzać Damianowi. Pewnie był zmęczony, a kolejna nasza rozmowa trwałaby do rana, które i tak było już blisko.
To wspomnienie rozjaśniło mi trochę powody, dla których zbliżyłam się do Daniela. Wiem już, że był mi do czegoś potrzebny. Pytanie tylko do czego?

Kilka godzin snu nie przyniosło mi ukojenia. Obudziłam się z myślą, że mój mózg zaczyna pracować, ale podaje mi tylko jedną czwartą wiadomości, które są mi potrzebne.
Atmosfera od wczoraj zmieniła się diametralnie. Lena i Maks omijali się szerokim łukiem, łypiąc na siebie spode łba. Reszta próbowała normalnej rozmowy, jednak jedno z nich wtrącało wtedy coś obraźliwego, co nie kończyło się dobrze. W gruncie rzeczy rozmowy trwały krótko. Nikomu nie chciało się już wysłuchiwać kłótni ani zgryźliwych docinek.
Wszystko może potoczyło by się łagodniej, gdyby nie fakt, że Nik przestał już wkurzać się na Maksa, i stanął po jego stronie. Twierdził, że Maks był prawdziwym idiotą ( z czym ten się zgodził ), ale w takiej sytuacji nie popiera zachowania Leny.
Dziewczyna poczuła się niezwykle urażona, więc przestała odzywać się do przyjaciela.
Wybawieniem dla mnie stała się mała wycieczka do sklepu po jakieś produkty spożywcze do pobliskiej wioski. Malwina postanowiła zgłosić się na ochotnika, zupełnie tak jak ja . Ku naszemu zdziwieniu Lena także wyraziła ochotę wyrwania się z tego „zdradzieckiego” towarzystwa.
Pół godziny później jechałyśmy autem Nika przez las, po raz pierwszy od rana, odetchnąwszy. Lena przestała mieć tak skwaszoną minę, w wyniku czego dało się usłyszeć jej cichy śmiech, wywołany żartem Malwiny. Jakby nie było, przestałam myśleć o dręczących mnie wspomnieniach. Co jakiś czas przelatywały mi obrazy mnie i Daniela, w całkiem przyjaznych okolicznościach. Nie mogłam uwierzyć, że potrafił tak dobrze grać, a może po prostu nie zwracałam na to uwagi…
Dotarłszy do samoobsługowego sklepu, rozmowa jaką toczyłyśmy przeszła na Maksa. Lena ponownie się nachmurzyła. Razem z Malwiną pomyślałyśmy, że niczego nam nie powie, jednak myliłyśmy się. Przy dziale z pieczywem Lena zaczęła wyrzucać z siebie potok słow.
- Nie wiem co we mnie wczoraj wstąpiło, ale codziennie męczył mnie obraz Maksa z ta.. kobieta, jeśli można tak nazwać to coś, co niszczy cudze związki.. Nie potrafiłam wyrzucić tego z pamięci. Ale nie to było najgorsze. Najtrudniejszą rzeczą było dla mnie zapomnienie o miłości do niego. O chorej, bezsensownej miłości, jaką go darze. Po czymś takim powinnam czuć do niego tylko odrazę, ale pomieszała się z miłością, tworząc szkodzącą mieszankę.
Obie stałyśmy w milczeniu, ignorując ciekawską sprzedawczynie, która łaknęła każdej nowej ploteczki, których pewnie niezbyt dużo udało jej się usłyszeć w tak małej miejscowości.
- Impreza u tych ludzi była idealna do odegrania się na nim. Myślałam, że inny facet wyleczy mnie z tych chorych uczuć. Jaka ja byłam głupia.. – pierwsze łzy poleciały po jej policzkach. – I w dodatku Nik stanął po jego stronie. Wiem, że źle zrobiłam, ale on zdradził mnie, sprzymierzając się z moim wrogiem. Tak wrogiem. – dodała widząc nasze miny. – Pomimo tego, że nadal go kocham nie zamierzam do niego wracać by bać się o nową zdradę. Ale wracając, Nikowi tak łatwo tego nie wybaczę .
- Po prostu musicie o tym porozmawiać.
- Być może, ale nie jestem na to teraz gotowa. Nadal jestem na niego wściekła. 
Lena lżejsza na duchu, zaczęła wrzucać do koszyka potrzebne rzeczy.
Byłam ciekawa, czy i mnie pomogłoby wyrzucenie z siebie wszystkiego co mnie w tej chwili trapiło.. 




Okej, tak dalej być nie może. 
Widzę kilkanaście wyświetleń pod każdym nowym rozdziałem,
wobec czego proszę o pozostawienie po sobie jakiegoś śladu. 
Chociażby po to bym wiedziała, że moje pomysły idą w dobrym kierunku ;)
Wierzę w was :) 
Rozdział ten jest krótki, ale traktuję go jako lekkie wytchnienie przed czymś zaskakującym
( o ile coś takiego uda mi się wymyślić ).
Powstał on także z myślą o mej jakże złaknionej, nowych "przygód" Jagody i Damiana, przyjaciółki, która wspiera mnie i motywuje. Mam dla ciebie przesłanie - trzymaj tak dalej ! :D

wtorek, 23 czerwca 2015

Rozdział 26



Wracaliśmy w kompletnej ciszy, skupiając się na niezbyt widocznej ścieżce. Żadne z nas nie odezwało się od chwili, w której Damian zapytał mnie czy wszystko w porządku.
Wokół nas panowały egipskie ciemności. Cykanie owadów działało na mnie uspokajająco, dzięki czemu otrząsnęłam się z całej tej sytuacji. Widząc bijących się chłopaków, bałam się, że zrobią sobie coś złego.. Ale to nie wszystko. Każde wymierzane uderzenie przypominało mi o tym, że mnie też ktoś tak uderzył. Być może robił to wielokrotnie.
Za każdym razem, gdy próbuje stawić czoła moim lękom, dzieje się coś co uświadamia mi, że przed przeszłością nie da się uciec. Nawet wtedy gdy się jej nie pamięta.
Nie zauważyłam kiedy dotarliśmy do naszego małego obozowiska. Usiadłam na krześle, czując, że nie zasnę z głową pełną myśli. Reszta najwyraźniej czuła podobnie.
- Niezapomniana impreza. – mruknęła Kinga, siedząca przy stole razem z Konradem, Malwiną i Leną. Maks, Damian i Nik stanęli pomiędzy nami.
- Nie zakończyłaby się tak, gdyby nie jakiś samiec alfa.
Lena była zła na Maksa. Nie rozumiałam takiego zachowania. Myślałam, że chciała się tylko na nim zemścić, ale najwidoczniej myliłam się.
- To niby wszystko moja wina?
Maks spojrzał na Lenę z wyrzutem.
- Od początku to była tylko i wyłącznie twoja wina.
Oboje stali teraz wpatrzeni w siebie z wrogością. Maks nie odpowiedział, spuścił tylko głowę, przyznając tym samym rację dziewczynie.
- Ile razy mam ci powtarzać, że tego żałuje?
- Twoje słowa nic już nie zmienią.
- Za to twoje dzisiejsze zachowanie mówi samo za siebie.
- Że co proszę? Masz mi za złe, że w końcu się po tobie otrząsnęłam i ruszyłam na przód?
- Ty TO nazywasz „ruszeniem na przód”? Obściskiwanie się z jakimś nieznajomym?
- I kto to mówi .. A co może znałeś tą lalunie, do której tak się kleiłeś?
Jakbyś nie pamiętał, byliśmy wtedy ze sobą! – Lena z trudem powstrzymywała łzy, cisnące jej się do oczu . – Nie masz prawa mówić mi co mam robić. Nienawidzę cię! Rozumiesz?! Nie chcę cię widywać, rzygać mi się chce jak na ciebie patrzę! A teraz zejdź mi z drogi.
Lena ruszyła w stronę namiotów, przed którymi stali chłopacy. Maks odsunął się, zachowując kamienną twarz. Gdy Lena zniknęła w jednym z namiotów, Maks zrobił to samo.
- Pójdę do niej.
Malwina ruszyła za dziewczyną, chcąc ją pocieszyć. 
Lena w jednej chwili zrzuciła pancerz, którym się owinęła, ukazując co tak naprawdę czuje. Miałam ogromną ochotę pobiec za nią, ale czułam, że w tej chwili nie potrzebuje tłumu pocieszycielek.
- Chyba dziś sobie za bardzo nie pośpimy .
Konrad oparł głowę o splecione ręce.
- Możecie iść spać do mojego namiotu. I tak nie zmrużę oka. – zaproponowałam.
- Ja z nią zostanę.
Damian odpowiedział na wypowiedziane pytanie, po czym usiadł na krześle obok mnie.
- No to super.
Kinga razem z Konradem i Nikiem weszli do namiotu, w którym wcześniej zniknął Maks.
Przez dłuższą chwilę żadne z nas się nie odezwało. Nie rozmawiałam z nim przez cały dzień.
W natłoku wydarzeń zapomniałam, o naszej wcześniejszej rozmowie – o mojej biologicznej matce, o nie wyjawianiu swoich uczuć…
Nasz relacja wydała mi się tak skomplikowana, że aż trudno w nią uwierzyć. Od początku wiedziałam, że on czuje coś do mnie, i że ja czuje coś do niego .. Ale to nie czas na rozczulanie się nad sobą.
Głos Damian rozproszył ciszę między nami.
- Widziałem jak rozmawiasz z Kajetanem.
- No cóż. Podszedł do mnie, zagadał, a że mi szumiało w głowie..
Przypomniało mi się, że niechcący wspomniałam o tym, że ukrywamy się przed kimś i coś o jakich przestępcach. Przełknęłam głośno ślinę modląc się w duchu, by moja głupota nie przysporzyła nam kłopotów.
- Co jest?
Damian spojrzał na moją minę, odgadując, że coś mnie trapi.
- Chyba coś wypaplałam Kajetanowi.. Ale jestem prawie pewna, że nie wspomniałam imienia Daniela.. Myślisz, że on może coś wiedzieć?
- Nie wiem. Nie znamy go.. Ale z drugiej strony jakie może być prawdopodobieństwo tego, że jest w to zamieszany?
- Pół na pół? – zapytałam.
- Możliwe. Jedyne co nam pozostało to czekać na rozwój wydarzeń.
- Chyba tak.
Znów zagościła między nami cisza. Zapatrzyłam się na połyskujące w blasku księżyca jezioro, gdy niespodziewanie przed moimi oczami pojawiła się wizja Daniela, uśmiechniętego chłopaka, który nie wywoływał we mnie obrzydzenia ani strachu.
Kolejna wizja, przywidzenie, sen? Czy to moje wspomnienie? Jak to możliwe ?
Wytrąciło mnie to z równowagi na tyle, żeby Damian znów zauważył zmianę mojego zachowania. Spojrzał na mnie badawczo, czekając aż coś powiem, ale ja nie chciałam mu tego mówić. Sama nie potrafiłam w to uwierzyć … A co jeśli on nie jest taki zły, a ja bezsensownie przed nim uciekam? Tylko co z jego zachowaniem? Był zaborczy.. chciał, żebym do niego wróciła, ale może to jego sposób okazywania uczuć.
Nadmiar myśli przysporzył mi jedynie bólu głowy.
- Niezbyt dobrze się czuję. – wyznałam nieszczerze.
- Chcesz się położyć?
- Nie. Wolałabym usiąść na pomoście. Odetchnąć.
- Mogę pójść z tobą?
Zapewne tak jak ja, przypomniał sobie chwilę, w której w nocy zawędrował za mną, by powstrzymać mnie przed zrobieniem czegoś głupiego, by mnie chronić .. Wtedy właśnie wyznałam mu, że jestem adoptowana.
Kiwnęłam głową na zgodę, nie chcąc go odrzucać. Może i przypomniałam sobie, że Daniel nie jest do końca zły, co nie mieściło mi się w głowie, ale Damian był ze mną od początku. I nie zapomniał o mnie kiedy ja zapomniałam o przyjaciołach.
Oddaliliśmy się od reszty siadając na pomoście obok siebie. Położyłam głowę na ramieniu przyjaciela, czując się bezsilna i wykończona. Uciekanie przed Danielem wyssało ze mnie resztki energii jakie mi pozostały po wyjściu ze szpitala. Błądząc myślami w przestworzach własnej nadwątlonej pamięci, przed oczami ukazał mi się zamazany obraz Damiana klęczącego obok mnie. Po chwili uświadomiłam sobie, że już to widziałam, ale wtedy słyszałam tylko jego głos : „ Skarbie, czy ty zawsze musisz tak szaleć?”
Otworzyłam oczy, zadziwiona kolejnym wspomnieniem.
- Ile było takich sytuacji, w których upijałam się do takiego stopnia, że zasypiałam?
- Zważywszy na to, że często imprezowaliśmy, niezbyt dużo.
- Czyli były nieliczne? Opowiesz mi o tym?
- Jasne. – uśmiechnął się do mnie po czym spojrzał przed siebie, przywołując wspomnienia. – W pamięci najbardziej utrwaliła mi się sytuacja, w której ja, ty i Kinga poszliśmy do klubu, w którym świętowaliśmy urodziny Kingi. Później pojawił się też Konrad. Reszta znajomych była akurat za granicą. Ojciec Nika zaprosił go do siebie. Jego rodzice rozwiedli się, gdy ten miał dwanaście lat. – wyjaśnił widząc moją zdziwioną minę. – Zabrał ze sobą Malwinę, Lenę i Maksa. To było zanim ze sobą zerwali. Oczywiście przysłali Kindze filmik z życzeniami, który nakręcili razem z ojcem Nika. Ale wracając . Bardzo się wtedy upiłaś, przez co pokłóciliśmy się w drodze do domu. Na szczęście Kinga i Konrad odłączyli się od nas i nie musieli tego słuchać.. Poszło chyba o to, że cię pilnuję. W pewnym momencie wybuchnęłaś i zaczęłaś krzyczeć, że traktuję cię jak siostrę, i że możesz sama wrócić do domu. Widząc w jakim jesteś stanie nie chciałem, żebyś sama wracała, tym bardziej, że chwiałaś się przy każdym kroku. Poleciało kilka niemiłych słów, z mojej jak i twojej strony .. W końcu udało ci się mnie .. przekonać i pomaszerowałaś chwiejnym krokiem sama do domu. Odwróciłem się w przeciwną stronę, ale po chwili zawróciłem, nie mogąc tak tego zostawić. Szedłem za tobą aż do domu, gdzie nawet nie zamknęłaś za sobą drzwi. Zastałem cię leżącą na kanapie w salonie. Uklęknąłem przy tobie, żałując, że wdałem się z dobą w dyskusję i powiedziałem.. – Damian przerwał na chwilę, zastanawiając się czy nie wyjawił zbyt dużo. Nie musiał dopowiadać, doskonale wiedziałam co mi wtedy powiedział. – Później wyszedłem, zamykając za sobą drzwi.
- Pogodziliśmy się?
- Tak właściwie przyszłaś do mnie kolejnego dnia jak gdyby nigdy nic. Nie wiedziałem czy nie pamiętasz co się wydarzyło, czy nie chcesz tego pamiętać, ale nie poruszyłem tego tematu.
- Jak dotąd dowiaduję się, że popełniałam wiele błędów. Dziwię ci się, że ze mną wytrzymywałeś..
- Dobrze wiesz dlaczego .
Czując, że wkraczamy na grząski teren postanowiłam zmienić temat.
- Została jeszcze kwestia mojej matki. Tej biologicznej.