Bo w życiu nie chodzi o to, żeby żyć, ale żeby przeżywać!

środa, 17 czerwca 2015

Rozdział 25



Ogólny entuzjazm, oklaski, podniecenie na zbliżającą się imprezę.
Tak nie można by określić naszej reakcji. Zdziwione spojrzenia oraz minuta ciszy. Mogę się nawet założyć, że chociaż połowa z nas pomyślała o jednej osobie.
W mojej głowie od razu utworzyłam czarny scenariusz. Daniel, znalazł mnie i przysłał tu ludzi, którzy mieli mnie upić, związać i przywieźć do niego w samochodzie, w którym na domiar złego zawiązaliby mi oczy . Moich przyjaciół kazał pobić albo co gorsza zabić. Przełknęłam rosnącą gulę w moim gardle i lekko przestraszona spojrzałam na Damiana.
- Może zrobimy tak. – chłopak z drugiego brzegu jeziora spojrzał na nas z rozbawieniem. – Zastanówcie się, i jeśli się zdecydujecie, przyjdźcie do nas około 19. Będzie trochę więcej osób.
Dwójka dziwnych nieznajomych oddaliła się na tyle, by nie usłyszeć dialogu jaki się między nami wywiązał.
- Jakby nie było i tak chcieliśmy dzisiaj się trochę „zabawić” – Nik zrobił rękoma cudzysłów, patrząc na nas niepewnie.
- Tak, ale jakby nie było .. – Kinga zaakcentowała użyte przez Nika słowa. – Nie znamy tych ludzi i nie wiemy co się może wydarzyć.
- Poza tym przyjechaliśmy tu, żeby chronić Jagodę, a ci ludzie wydają mi się podejrzani.
Maks skrzyżował ręce na piersi i stanął w rozkroku, dając nam do zrozumienia, że nie toleruje zachowania Piotrka wobec Leny.
- Może po prostu nie powinniśmy tam iść..
- A ja nie widzę żadnych przeciwwskazań, żeby poznać kogoś nowego.
Lena, w przeciwieństwie do Malwiny, sprawiała wrażenie nie zrażonej co do naszej nieznajomości tych ludzi. Podejrzewałam, że ma to związek z małą zemstą skierowaną ku Maksowi.
- Jak myślisz, Jagoda?
Damian spojrzał na mnie, próbując odczytać moje myśli, których sama nie potrafiłam pozbierać .
- Sama nie wiem … Nie potrafię pozbyć się wrażenia, że tych ludzi ktoś przysłał ..
Może po prostu wpadam w paranoję.
Przykucnęłam, łapiąc się za głowę. Przez głowę przelatywały mi czarne myśli, jakie do tej pory zdołałam wymyślić. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę jak bardzo boję się tego, że spotkam się z Danielem, po tym jak próbowałam się od niego odciąć.. i uciec. Nie potrafię wyjaśnić sobie dlaczego zaczęłam się z nim zadawać skoro wokół krążą o nim same nieprzyjemne opinie. I nawet nie chcę sobie przypominać co działo się ze mną zanim Damian znalazł mnie nieprzytomną w parku.  
Po chwili wstałam, natchnięta nową siłą do walki ze strachem przed nim. Pierwsze co od razu rzuciło mi się w oczy , to oddanie moich przyjaciół w trudnych chwilach.
- Nie powinniśmy się tu chować. Może i ci ludzie są jacyś dziwni, ale to, że znają Daniela jest raczej mało prawdopodobne …
Miałam ogromną nadzieję, że tak właśnie jest .
- Dokładnie. Zawsze możemy tutaj wrócić, gdyby coś się stało.
Entuzjazm Leny był niemal zaraźliwy. Wszyscy z wyjątkiem Maksa zgodzili się z Leną, co oznaczało, że dziś wieczorem spędzimy trochę czasu z ludźmi z drugiego brzegu jeziora… Jacy by oni nie byli.


- Jak myślicie, co powinnyśmy ubrać?
Lena jako jedyna zaczęła się przygotowywać na imprezę dwie godziny przed. Podczas gdy połowa z nas odpoczywała na kocach, a druga na leżakach, dziewczyna przetrząsała zawartość swojej torby z waleczną miną.
- Coś w czym będzie ci wygodnie.
- Nik, nie chodzi o to by było mi wygodnie, tylko, żebym wyglądała olśniewająco, rozumiesz?
Lena dobitnie akcentując każdy wyraz nawet na chwilę nie przerwała swoich poszukiwań. Spojrzałam rozbawiona na dziewczyny, które już od piętnastu minut starały się dzielnie doradzać dziewczynie, jednak z marnym skutkiem.
- Mała czarna to chyba przesada, nie?
- Chyba nie zamierzasz ubierać szpilek?
Konrad, lekko podnosząc się na łokciu, spojrzał niepewnie na Lenę. Damian, Nik i Maks zrobili to samo. Lena posłała tylko w stronę chłopaków złowrogie spojrzenie, które skutecznie ich uciszyło.
- A wy co ubieracie, dziewczyny?
- Wydaje mi się, że raczej nie będziemy się już przebierać.
Malwina, Kinga jak i ja, ubrałyśmy się już chwilę temu, zakładając spodenki i koszulki, bądź jak w moim przypadku – jeansowe ogrodniczki.
Kolejne kilkanaście minut upłynęło nam w ciszy, w wyniku czego poczułam się w takim stopniu zmęczona, że postanowiłam uciąć sobie drzemkę.
Nawet nie wiem kiedy zapadłam w głęboki sen. W bardzo dziwny sposób wiedziałam, że to co widzę przed oczami, nie dzieje się naprawdę. Wokół mnie było na tyle mgliście, że nie wiedziałam, gdzie się znajdowałam, ale czułam, że jestem w jakimś bezpiecznym miejscu. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie osoba, która zmaterializowała się przede mną. Daniel, patrzył na mnie z uśmiechem, trzymając w rękach bukiet różnokolorowych kwiatów. Ten obraz nie pasował mi do opinii, jaką sobie o nim wyrobiłam, przez co poczułam się dziwnie.
Obraz chłopaka zniknął, a po ciemności znów pojawiła się jego postać. Czułam, że tym razem szłam gdzieś z nim ramię w ramię, podczas gdy ten opowiadał mi o czymś z ożywieniem. W jego obecności nie czułam się zagrożona, nie czułam ani krztyny strachu.
Unosząca mgła przypominała mi, że to tylko sen… Rozejrzałam się dokoła i nim cokolwiek spostrzegłam, ktoś uderzył mnie czymś twardym w głowę, a ja tracąc przytomność poczułam tylko ściskającą mnie mgłę.
Otworzyłam oczy z poczuciem, że śniło mi się coś dziwnego.
- Dobrze, że już się obudziłaś, właśnie chciałam cię obudzić.
Kinga spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem. Musiało zrobić się już późno. Zrobiło się jakoś ciemniej, a przyjaciele stali, patrząc na mnie w milczeniu.
- Powinniśmy już iść, jeśli nie chcemy wyjść na spóźnialskich.
Przetarłam oczy wierzchem dłoni i bez słowa poszłam za Leną, która z podekscytowania nie mogła ustać w miejscu.
Jezioro, na szczęście nie było, aż tak długie, więc okrążenie go nie zajęło nam dużo czasu, tym bardziej, że ktoś już udeptał ścieżkę, dzięki, której nie musieliśmy się przedzierać przez krzaki .
Na miejscu zastaliśmy dwóch chłopaków, z których jeden był Piotrem, chłopakiem, który nas dzisiaj odwiedził. Drugi chłopak był tak samo umięśniony jak kolega, jednak wyróżniały go krótkie, czarne kręcone włosy, które umniejszały jego pozę twardziela.
- Jednak się zdecydowaliście. - Piotr wyszedł nam na spotkanie lekko chwiejnym krokiem. – Bardzo się z tego cieszę.
Chłopak wziął pod ramię Lenę, która nie odrzuciła zaproszenia i poszła za nim na ławkę, stojącą obok ogniska, które dopiero rozpalał drugi chłopak.
Idąc za przykładem Piotra i Leny usiedliśmy na ławkach. Maks zajął miejsce dokładnie naprzeciwko dziewczyny, nie zdając sobie sprawy, że stał się ofiarą okrutnej zemsty. Zachowanie Leny nie podobało się też Nikowi, ale zostawił to bez komentarza prawdopodobnie, zostawiając rozmowę z przyjaciółką na potem. Być może Nik stwierdził,  że należy jej się odrobina wytchnienia, i możliwość wymierzenia sprawiedliwości.  
- Fajnie, że przyszliście, bez was byłoby nas tu trochę zbyt mało. Jestem Kajetan.
Brunet kiwnął głową do każdego z nas, zajmując miejsce obok Nika i Malwiny.
Po krótkim czasie dołączyły do nas dwie dziewczyny – czerwonowłosa piękność oraz jej koleżanka, dla odmiany z pomarańczowymi włosami.
Nie wiem czy to dlatego, że uprzedziłam się do tych dziewczyn jak i do chłopaków, ale cała ta paczka wydawała mi się podejrzana.
Jednakże, z upływem czasu oraz alkoholu, rozmowy stały się głośniejsze i nawet któryś z chłopaków włączył muzykę. Atmosfera się rozluźniła, dzięki czemu nikt nie był skrępowany przybyciem jeszcze kilku osób, które zadbały o kończący się alkohol.
Jako, że nawet Nik i Damian rozmawiali z nowo przybyłymi chłopakami, postanowiłam pójść w ich ślady. Niestety moja głowa chyba odzwyczaiła się od alkoholu w wyniku czego szybko się upiłam.  Gdy siedziałam samotnie na ławce przy ognisku dołączył do mnie Kajetan.
- Jak się bawisz?
- Nawet nieźle. Chociaż może to dlatego, że obraz mi się już rozmywa. – dodałam szeptem, kwitując to śmiechem.
- Chyba nie imprezujesz zbyt często
- Podobno jest wręcz odwrotnie, choć nie ostatnio.
- Podobno?
- Yhmm.
Zaczęłam kiwać się w przód i w tył, zastanawiając się czy jest coś czego nie powinnam mówić.
Nic mi nie przychodziło do głowy więc dałam za wygraną.
- Nie jesteś zbyt rozmowna.
- A ty pijany.
- Nie tak łatwo się upijam, w przeciwieństwie do ciebie.
- Drobny szczegół. Zresztą czy to w czymś przeszkadza?
- Zależy co masz na myśli .
Spojrzałam na chłopaka ze zdziwieniem, co zbiło go lekko z pantałyku.
- Coś źle powiedziałem?
- Mnie pytasz?
- A kogo?
- A kogo to interesuje? – zapytałam ze śmiechem, biorąc kolejny łyk piwa.
- To co, zrobiliście sobie wakacje?
- A no, ściślej rzecz biorąc ukrywamy się.
- Przed kim?
- A tego ci nie mogę powiedzieć, inaczej musiałabym cię zabić. – powiedziałam konspiracyjnym szeptem.
- Dobra, w takim razie zapytam wprost.
- Proszę bardzo, wal. 
Udałam, że szykuję się na bardzo mocny strzał, wypinając pierś.
- Masz kogoś?
- No proszę. Wyszło szydło z worka.
- To znaczy?
- Chciałeś mnie wyrwać?
- Można to tak określić. Ale wolałbym stwierdzenie, że mi się podobasz, a nie chciałem sobie robić problemów z twoim chłopakiem.
- Niestety nie mogę ci odpowiedzieć, bo sama tego nie wiem.
- To trudna sprawa. Umówmy się tak, że jak będziesz wiedziała dasz mi znać, okej?
- Nie tak łatwo mnie złapać. A nie wiem gdzie się znajdę za kilka dni albo tygodni .
- Może mógłbym ci jakoś pomóc?
- Raczej nikt mi nie może pomóc. Chyba, że jesteś jakimś dilerem, albo przestępcą.. Coś tego rodzaju.
Kajetan przestał się uśmiechać, patrząc na mnie z powagą. W ułamku sekundy znów się uśmiechnął, jednak tym razem, uśmiech ten nie sięgał jego oczu.
 - Nic z tych rzeczy.
Wzruszyłam ramionami, skupiając wzrok na Lenie i Piotrku, którzy całowali się, oparci o drzewo. Lekko zdziwiona zaczęłam się rozglądać za Maksem.
Zobaczyłam go, idącego w ich kierunku. Był wściekły. Zaczęłam się bać bójki, która okazała się nieunikniona.
Maks odsunął Piotrka, wymierzając  mu tym samym mocne uderzenie w twarz. Piotr przechylił się zaskoczony i złapał za twarz. Spojrzał na Maksa z taką samą wściekłością i oddał mu z jeszcze większą siłą. W kolejnych sekundach chłopacy zaczęli się tarzać po ziemi bijąc się nawzajem, podczas gdy cała reszta stała jak sparaliżowana, nie wiedząc co robić.
W końcu Nik podbiegł z Damianem do dwójki chłopaków, próbując ich rozdzielić. Po chwili dołączył też Kajetan, dzięki któremu udało się unieruchomić Piotrka.
- Lepiej będzie, gdy wrócimy do siebie.
Damian spojrzał na Kajetana, który kiwnął głową, najwyraźniej też tak uważając.
Pomimo tego, że także się z nimi zgadzałam, nie mogłam ruszyć się z miejsca. Malwina obejmując Lenę ruszyła za Kingą i Konradem. Tuż za nimi Nik przytrzymywał Maksa, którego w dalszym ciągu nie opuszczała wściekłość. Damian i spojrzał na mnie, a ja nadal nie mogłam się ruszyć.
- Jagoda? Wszystko w porządku?
Po chwili otrząsnęłam się i ruszyłam w jego stronę mijając Kajetana z zagadkowym wyrazem twarzy.

***

- Co się stało?
Patrzyłem na siną już twarz Piotrka, kręcąc z niedowierzaniem głową.
- A skąd ja mam wiedzieć? W jednej chwili udało mi się zbajerować panienkę, a w drugiej jakiś typ okładał mnie pięściami.
- Nie wybadałeś sytuacji? Padło ci na rozum, żeby podrywać zajętą laskę?
- Nawet jeśli jest zajęta , nie było tego po niej widać.
Piotrek uśmiechnął się, biorąc od Nati zimny okład. W dalszym ciągu nie wiedziałem dlaczego przefarbowała się na pomarańczowo, ale kto by zrozumiał kobiety...
- Nieźle ci przyłożył.
Dla Mai cała ta sytuacja była komiczna. Według niej bójki o dziewczynę wyszły już z obiegu.
Jeszcze raz pokręciłem głową, po czym wyjąłem z kieszeni wibrujący telefon. Spojrzałem na wyświetlacz – Szef – po czym wcisnąłem zielony.
- Kopę lat, stary druhu, co się stało, że sobie o mnie przypomniałeś? – dodałem sarkastycznie.
- Mam dla ciebie małe zadanie. Gdzie jesteś?
- Aktualnie na wakacjach.
- Trudno. Odbębnisz to sobie kiedy indziej. Musisz mi kogoś znaleźć.
- Jakiś klient?
- Nie, dziewczyna. Nazywa się Jagoda…
Spojrzałem na przeciwległy brzeg jeziora, przypominając sobie słowa dziewczyny : „(…) ściślej rzecz biorąc, ukrywamy się.”

niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 24



- Myślałem, że jasno dałem ci do zrozumienia jakie są moje wymagania Jagodo.
Serce podeszło mi do gardła. Co ja takiego zrobiłam?
Nie zdążyłam jednak powiedzieć czegokolwiek na swoje usprawiedliwienie, ponieważ mój rozmówca po krótkiej chwili zaczął kontynuować .
-Powiedziałem ci w szpitalu, że musisz chodzić na wizyty z psychologiem. Taki uraz jak twój wymaga obserwacji lekarza. Postąpiłaś bardzo nieodpowiedzialnie, nie stawiając się na żadnym spotkaniu.
Mój lekarz zrobił się aż nadto troskliwy. Na śmierć zapomniałam o obietnicy co do spotkań z psychologiem. Zbyt dużo wydarzyło się od wyjścia ze szpitala.
- Przepraszam panie Tomku, ale wydarzyło się wiele rzeczy, które uniemożliwiły mi dotrzymanie obietnicy. Mogę dać panu słowo, że jak tylko wrócę udam się do dr Justyny. Teraz niestety mam coś o wiele ważniejszego na głowie.
- Nic nie jest ważniejsze od twojego zdrowia, Jagodo.   Możesz mi chociaż powiedzieć gdzie jesteś? Mógłbym Ci pomóc.
Możliwość otrzymania pomocy od osoby, która być może mogła coś poradzić, była bardzo kusząca, ale z drugiej strony nie chciałam dodawać kolejnej osoby do chorej gry Daniela.
Pomimo tego, że w szpitalu był dla mnie nad wyraz miły, nie mogę mu też aż tak zaufać.
- Przykro mi, ale nie mogę tego zdradzić. Proszę się o mnie nie martwić. Jestem już dorosła. Do widzenia.
Rozłączyłam się, nie czekając na odpowiedź. Skąd on w ogóle miał numer Kingi i dlaczego nie zadzwonił do moich .. rodziców?
 Nie zauważyłam, kiedy reszta znajomych zebrała się wokół mnie bacznie mnie obserwując. Wtedy właśnie przyszła mi do głowy niepokojąca myśl.
- Czy ktoś wie, że tu jesteście?
- Nie masz się czym martwić. Wszyscy tutaj znają Daniela, mniej lub bardziej i wiedzą, że nie może dowiedzieć się gdzie pojechaliśmy.
Kinga podeszła bliżej i objęła mnie ramieniem.
- Tak właściwie … - zaczął zadowolony z siebie Damian. – Poleciłem wszystkim aby nie wyjawiali dokąd się udali.
- Tak. Na przykład moi rodzice uważają, że jestem teraz z Nikiem w Zakopanem . – dodała uśmiechnięta Malwina.
Kamień spadł mi z serca. W takim razie Daniel będzie miał utrudnione zadanie, jeśli zada sobie tyle trudu by mnie odnaleźć. Co ja mówię. Nasza „krótka” znajomość nauczyła mnie już, że nie należy do osób, które szybko się poddają.
- No to co, znalazłaś to swoje bikini?
Lena ze swoją filigranową sylwetką i w różowym stroju kąpielowym przypominała lalkę Barbie, tyle że bez makijażu.
Rozejrzałam się wokół siebie, przypominając sobie czym zajmowałam się przed telefonem od lekarza . 
- Właśnie je szukam.
- Może zapomniałaś wziąć?
Kinga zmarszczyła nos i skrzyżowała ręce na piersi.
- Mam jeszcze jedno, gdybyś chciała pożyczyć .
- Dzięki Lena, ale może jeszcze raz przejrzę moje torby.
Zabrałam się za przeglądanie ubrań i przewracanie zawartości bagażu, podczas gdy reszta zajęła się sobą. W gruncie rzeczy dziewczyny poszły nad jezioro a chłopcy usiedli przy stole, z którego niczego jeszcze nie sprzątnęli . Zignorowałam ich ciche rozmowy i wyłączyłam myśli. Może i miałam ambitne plany co do dalszej części mojego życia, ale musiałam je dokładnie przemyśleć. Jednak zanim dopracuję mój misterny plan, mam prawo odrobinę odreagować i spędzić czas z przyjaciółmi, których tak na marginesie w większości nawet nie kojarzę…
O dziwo, po chwili wyjęłam z torby bikini ze zdziwieniem na twarzy. Powędrowałam do namiotu, nie zwracając uwagi na chłopców, którzy dziwnie umilkli, co przypomniało mi o niewypowiedzianej umowie z Damianem. Chyba nie mam się czym martwić, mając przyjaciela, który nie wyjawia sekretów.
Przebrana i lekko podniesiona na duchu wyszłam z namiotu i przeszłam na pomost, gdzie usiadłam, by poobserwować, wygłupiające się dziewczyny .
- Jagoda, choć do nas . W wodzie jest niesamowicie.
Malwina wręcz nie przestawała się uśmiechać. Woda była przyjemnie chłodna, co idealnie współgrało z parną pogodą.
- Chyba na razie sobie odpuszczę. Zresztą nawet nie pamiętam czy to lubię.
- Tak właściwie za każdym razem, gdy byliśmy nad jeziorem, preferowałaś leżakowanie na kocu i spacerki na brzegu.
Kinga zaśmiała się podchodząc do pomostu .
- I co? Nigdy nie wchodziłam dalej?
- Mówiłaś, że nie chcesz się narażać na okrutne żarty chłopaków.
- Domyślam się, że mnie nie oszczędzali.
- Ty ich też nie. – Lena puściła do mnie oczko i odpłynęła na plecach .  
Postanowiłam odprężyć się w promieniach słońca. Po raz pierwszy udało mi się nie przejmować. Wyrzuciłam z umysłu natrętne myśli, udając, że jestem tylko zwykłą dziewczyną bez problemów .
- Malwinko!
Krzyk Nika wyrwał mnie z przyjemnego letargu.
- Słucham mój Romeo.
- Chcesz nam pomóc ?
Pomimo odległości dało się słyszeć ciche śmiechy chłopaków.
Malwina nie odpowiedziała ignorując zaczepki swojego chłopaka. Położyłam się na pomoście, w dalszym ciągu mocząc nogi w wodzie. Kinga i Malwina po chwili dołączyły do mnie, natomiast Lena poszła się przebrać. Nie zwracałam uwagi na chłopaków . Zresztą i tak dało się słyszeć ciche rozmowy. Dalej maglują Damiana?
Postanowiłam się tym nie przejmować. W końcu nie musiał iść za mną w nocy. W ogóle nie musiał zaczynać tamtej rozmowy. Kogo ja oszukuję ? Do tej rozmowy i tak by doszło.
- Dziewczyny ! Chodźcie na chwilę. - poważny ton? To coś nowego.
Krzyk Damiana wypłoszył myśli z mojej głowy. Malwina i Kinga usiadły, kierując pytające spojrzenia na Damiana. Następnie popatrzyłyśmy na siebie w podobny sposób, i wzruszywszy ramionami ruszyłyśmy w stronę reszty .
Po chwili zauważyłyśmy dwójkę nieznajomych. W pierwszym momencie pomyślałam, że to ktoś od Daniela, albo co gorsza on sam. Jednak gdyby tak było Damian na pewno by nas wtedy nie wołał.
Wokół nieznajomych, na oko wyglądających na nie starszych od nas, zebrała się reszta „naszych” . Spojrzałam na nich z ciekawością, ale też z lekką rezerwą. Mężczyzna miał kasztanowe włosy, był wysoki, dobrze zbudowany, co dodawało mu pewności siebie. Za to kobieta miała krwisto czerwone włosy, tatuaż na ramieniu i najwyraźniej lubiła swoje ciało, na które założyła tylko górę od kostiumu i kuse spodenki. Jej wyraz twarzy aż krzyczał o jej niecodziennym usposobieniu. Z kolei chłopak mierzył Lenę spojrzeniem, które mnie zawstydzało, a Maksa wprowadzało w furię.
- To jest Maja i Piotr. – zaczął  Konrad. – Zaprosili nas na małą imprezę na drugim brzegu jeziora. 




PEŁNA MOBILIZACJA ! 
CZAS WZIĄĆ SIĘ ZA SIEBIE. 
TERAZ WASZA KOLEJ ;D
CZEKAM NA OPINIE 
(PRZYJMUJĘ TEŻ KRYTYKĘ, ALE PO CO SOBIE PSUĆ HUMOR? ;P )
SALUT! 

środa, 20 maja 2015

I'm Coming Home

Po bardzo długiej przerwie spowodowanej natłokiem zajęć i obowiązków, znalazłam w końcu czas na prowadzenie bloga, a właściwie na dokończenie tego, co tu zaczęłam. Pojawia się jednak pytanie czy ktoś nadal odwiedza mojego bloga? Jakimś cudem czeka na mój powrót? Albo dopiero co zaczął czytać opowiadanie? Jeśli jest ktoś taki proszę o odzew ;) Zastanawiam się nad kolejnymi rozdziałami, ale nie wiem czy jest sens publikowania tu ich. 
Dajcie znać na czym stoję  .

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 23

Biała przestrzeń osaczała mnie ze wszystkich stron, nie dając mi szansy na ucieczkę z tego, okrutnego i samotnego jak bezludna wyspa, świata.
Intuicja podpowiadała mi, że ktoś przez cały czas mnie obserwuje, jednak za każdym razem, gdy się rozglądałam, nikogo nie było. Kolejny raz przystanęłam, szukając ukrytych drzwi, ale jedyne co widziałam, to pustka. Wszechogarniająca, biała pustka.
Z każdym kolejnym krokiem dopadała mnie myśl, że nie znajdę zbawiennego wyjścia. Bądź jeszcze gorzej, że go nie ma.
- Dokąd idziesz?
Głos kobiety wprawił mnie w osłupienie, sprawiając, że zapomniałam o swoim dotychczasowym celu.
- Nigdy stąd nie uciekniesz..
Poczułam lekki oddech na prawym ramieniu, jakby słowa zostały wypowiedziane wprost do mojego ucha. Przeszły mnie ciarki, gdy znów nie ujrzałam obok siebie żadnej kobiety. Rzuciłam się pędem przed siebie, modląc się by był to tylko koszmar.
- Jesteś wyrzutkiem, Jagódko. Nigdy już nikt cię nie zechce, tak jak ja, twoja matka.
Ostatnie słowa odbiły się echem od niewidocznych ścian, odwracając moją uwagę od rozszerzającej się przepaści.
Spadałam. A w głowie krążyło mi tylko jedno zdanie: "Nikt już cię nie zechce".
Mój krzyk mieszał się razem z potwornym śmiechem mojej matki, tworząc przerażającą mieszankę.

Otworzyłam oczy, jednocześnie zerwawszy się z miejsca z szybko bijącym sercem. Rozejrzałam się, poznawając znajome ściany namiotu. Odetchnęłam z ulgą, po czym przetarłam wierzchem dłoni łzy spływające mi po policzkach.
Jednak nie potrafiłam zapanować nad płaczem. Ścisnęłam poduszkę i schowałam w niej twarz, nie chcąc by ktoś z pozostałych usłyszał w jakim jestem stanie. Ucieszyłam się, że chłopacy zdążyli już wstać i nie będę musiała im tego opowiadać.
Siedziałam, skulona do granic możliwości i próbowałam opanować, wciąż powracające, przygnębiające myśli o mojej biologicznej matce.
- Jagoda? Śpisz?
Byłam tak zaabsorbowana złym snem i własnymi myślami, że nie usłyszałam jak reszta krząta się już wokół namiotów. Przyjęłam najnormalniejszy ton głosu na jaki było mnie stać i odpowiedziałam Kindze.
- Nie, zaraz do was wyjdę. 
Usłyszałam oddalające się ciche kroki i rozluźniłam napięte mięśnie. Jeszcze raz przetarłam dłonią policzki i rozejrzałam się za czymś do ubrania. W kącie namiotu znalazłam swoją torbę i w mgnieniu oka nałożyłam na siebie spodenki i t-shirt, piżamę rzucając w kąt. Wzięłam głęboki oddech i z nadzieją, że wyglądam w miarę normalnie, wyszłam z namiotu.
- Dzień dobry, śpiochu.
Nik uśmiechnął się do mnie i poklepał miejsce obok siebie. Podeszłam do stołu i usiadłam we wskazanym miejscu.
- Smacznego.
Powiedziałam, a moje spojrzenie skrzyżowało się ze spojrzeniem Damiana, który lekko się uśmiechnął. Po tym jak usłyszałam odpowiedzi pozostałych sięgnęłam po kanapkę.
Skorzystałam z okazji, że każdy był zajęty jedzeniem i przyjrzałam się znajomym.
Lena usiadła jak najdalej Maksa, unikając jego spojrzenia. Kinga wygłupiała się z Konradem, za to Malwina i Nik uśmiechali się do siebie nad stołem.
Damian za to przyjął zamyślony wyraz twarzy, co przypomniało mi naszą nocną rozmowę.
Obiecał mi pomóc znaleźć biologiczną matkę, choć sama już nie wiem czy naprawdę tego chcę. Ustaliliśmy też, że niczego nie zrobimy z naszymi uczuciami. Wtedy wydawało mi się to najlepszym rozwiązaniem, lecz teraz nie wiem czy jest to fair w związku z nim. Fakt faktem przystał na moją propozycję, ale czy to nie znaczy, że będzie mu ciężko utrzymać emocje na wodzy? Jedynym sposobem, żeby się tego dowiedzieć jest rozmowa, a na to raczej nie mam ochoty.
- To co dzisiaj robimy?
Zapytał rozentuzjazmowany Konrad.
- Wydaje mi się, że mieliście z Nikiem w planach ostrą imprezę.
Lena zaśmiała się lekko i puściła oczko Malwinie, która odwzajemniła się uśmiechem.
- Właśnie. Musimy wszystko przygotować. - dodał Nik.
- Co konkretnie?
Włączyła się Kinga, opierając się o brzeg stołu.
- Jak co? Procenty. Trzeba je odpowiednio schłodzić.
Razem z Malwiną przewróciły oczami, sygnalizując, że mają zupełnie inne priorytety co do przygotowania "ostrej" zabawy.
- Impreza imprezą, ale teraz mam wielką ochotę na pływanie. - Lena wstała od stołu i kiwnęła na nas, dziewczyny, głową. - Idziecie?
- Jasne.
Malwina poszła w jej ślady i pociągnęła Kingę za sobą.
- A my?
Zapytał Konrad wyraźnie urażony. Miny pozostałych chłopców nie różniły się zbytnio od jego.
- Możecie posprzątać.
Lena mrugnęła do nich i skierowała się do swojego namiotu. Jako, że nie chciałam zostać z "przegranymi" ruszyłam za Kingą i Malwiną. Ta przygarnęła mnie do siebie w przyjacielskim uścisku. Zanim weszłam do namiotu usłyszałam niezbyt przyciszone głosy chłopaków.
- Coś się musiało stać.
Wyobraziłam sobie, że Konrad mówiąc to, schylił się nad stołem do chłopaków, z przesadną dramaturgią.
- Miała czerwone oczy.. Na pewno płakała. Tylko dlaczego?
Wywody Nika sprawiły, że się odruchowo spięłam i spojrzałam na namiot, z którego wydobywał się śmiech dziewczyn. Można by pomyśleć, że Nik wwiercił w któregoś świdrujące spojrzenie. Bingo!
- Nie wiem, stary. Skąd mam wiedzieć?
Damian bronił się jak mógł, lecz Nik nie był tym zbytnio przekonany.
- Zniknęliście gdzieś w nocy, jesteś jej najlepszym przyjacielem i nie wiesz co mogło ją tak zmartwić?
Weszłam do namiotu i zamiast szukać stroju, dalej podsłuchiwałam rozmowę chłopaków. Byłam wdzięczna Damianowi za to, że nie zdradził nikomu mojej tajemnicy.
- I z nią spałeś. - dodał Maks. - Sory, obok niej, ale wystarczająco blisko.
Zaakcentował ostatnie słowo jawnie coś insynuując.
- Pytał cię ktoś? - wręcz zawarczał na niego Nik. Szczerze? Nie dziwię się. Dla mnie też nie było to miłe. Ale nie chciałam wybuchu żadnej bójki, dlatego wyszłam z namiotu w mgnieniu oka i stanęłam, nie wiedząc co powiedzieć.
Chłopacy spojrzeli na mnie zdziwieni, co było, moim zdaniem, absolutnie usprawiedliwione. Nik nadal wyglądał na wkurzonego, za to Maks sprawiał wrażenie zrelaksowanego i w ogóle nie przejętego tą sytuacją.
- Wiecie gdzie jest moja druga torba?
Tylko to przyszło mi do głowy.
- W samochodzie. Otworzę ci.
Damian wstał od stołu i chcąc nie chcąc musiałam iść za nim i udawać, że szukam stroju. Modliłam się w duchu bym go tam znalazła.
Damian bez słowa otworzył mi drzwi i odsunął się trochę bym mogła swobodnie przeszukać torbę.
- Słyszałam waszą rozmowę.
Być może jego milczenie skłoniło mnie do tego, że poruszyłam ten temat, lecz zaraz, gdy to powiedziałam miałam ochotę się uderzyć.
- Ani Nik, ani Konrad nie jest zbyt dyskretny.
- Nie powiedziałeś im. - stwierdziłam, nieruchomiejąc.
- Uznałem, że sama powinnaś im to powiedzieć. Jeśli chcesz oczywiście.
- Dziękuję.
Odwróciłam się, widząc uśmiech przyjaciela.
- Myślałaś, że wszystko wypaplam? - zapytał unosząc lekko prawą brew.
- Nie. Prawdę mówiąc coś innego zajmowało moje myśli. 
Powróciłam do szukania bikini, ukrywając tym samym prawdziwe uczucia. Teraz, gdy znów otworzyłam się przed nim, w niewytłumaczalny sposób, żal i rozgoryczenie powróciły do mnie ze zdwojoną siłą.
- Co się stało rano? Gdy wychodziłem z namiotu smacznie spałaś, a skoro i tak położyłaś się w środku nocy.. Nie miałem serca cię budzić.
- Ty też mało spałeś.
- Praktycznie wcale. Cały czas myślałem o tym co mi powiedziałaś.
- Jeśli zmieniłeś zdanie..
Ponownie odwróciłam się w jego stronę, by zobaczyć wyraz jego twarzy.
- Nie, nie to miałem na myśli.. Oczywiście nadal pragnę ci pomóc, ale.. Wiesz, że jesteś dla mnie ważna. Po prostu nie potrafię znieść myśli, że spotkało cię już tyle niesprawiedliwości.
Kolejna dawka troski nie mogłaby dobrze na mnie wpłynąć, zważywszy na i tak już wysoką ilość wrzących we mnie emocji, dlatego pokiwałam tylko głową.
- Nadal nie powiedziałaś mi co się stało.
Myślałam, że zmiana tematu sprawi iż Damian zapomni o swoim poprzednim pytaniu.
- Wolałabym o tym nie rozmawiać. Musiałam jednak schować strój do tamtej torby.
Damian kiwnął głową i nie naciskał, za co bardzo byłam mu wdzięczna.
- Jagoda? - Kinga przebrana już w żółte bikini podeszła do nas z telefonem w ręce. - Twój lekarz chce z tobą rozmawiać.
Pan Tomek? Coś się stało? I skąd ma numer Kingi?
Z wahaniem wzięłam od niej telefon i przyłożyłam go sobie do ucha.




Chyba wieki całe mnie tu nie było,
dlatego mam jedno małe pytanie:
Jest tu ktoś jeszcze?  ^^
Swoją drogą chciałam Wam życzyć Szczęśliwego Nowego Roku! ;D
i do następnego ;>
 

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 22


W pierwszej chwili przyszło mi do głowy, by pójść na pomost, ale był on zbyt blisko namiotu i Damiana.. Chciałam zostać zupełnie sama, dlatego pomaszerowałam wąską ścieżką prowadząca wzdłuż lasu i jeziora. Powoli zaczęłam żałować swojej decyzji, gdy na ziemi pojawiły się małe kamyki, a ja nie miałam na stopach żadnych butów.
Pomimo tego szłam uparcie przed siebie, omijając małe przeszkody.
Wkrótce zmęczona marszem przysiadłam na wystającym z brzegu jeziora kamieniu. Zamoczyłam nogi i odetchnęłam nocnym powietrzem.
Woda połyskiwała w świetle księżyca, tworząc tajemniczy nastrój, który w żadnym stopniu nie przypominał mojego. 
- Nie powinnaś się sama oddalać.
Boże, dlaczego nie dasz mi choć odrobiny samotności?
- Nie ma tu chyba agresywnych zwierząt. Nie musisz się martwić, dam sobie radę.
Nie potrafiłam zapanować nad swoim zimnym tonem, choć nie chciałam go urazić.
- Nie mów tak.
- A jak mam mówić?! Jak powinnam się zachowywać? Bo, Bóg mi świadkiem, nie mam pojęcia.
Po raz pierwszy na niego spojrzałam. Odetchnęłam w duchu, gdy nie zobaczyłam urażonego spojrzenia. Damian patrzył na mnie spokojnie, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Mów i rób to co czujesz. Bądź sobą.
- A jaka jestem, gdy jestem sobą?
Damian nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się lekko, z niewiadomego powodu rozdrażniając mnie tym jeszcze bardziej.
- Jesteś ..
- Jak to z nami było? - zapytałam dobitnie, coraz bardziej zła.
- Co masz na myśli?
Stanął obok, opierając się o kamień, celowo na mnie nie patrząc.
- Błagam nie udawaj, że nie wiesz. Nie sprawialiśmy wrażenia przyjaciół.
- Ależ tak.
Dobra, Nik mnie wkręcał, czy to ja opatrznie coś zrozumiałam?
- Czyżby?
- I tak i nie. Nigdy nie użyliśmy w naszych relacjach innego określenia. Nigdy też żadne z nas nie zaproponowało czegoś więcej.
- Czyli pasował nam taki stan rzeczy?
- Ważne było to, że byliśmy blisko siebie.
- Więc co się teraz dzieje? Przestało ci to odpowiadać?
- Zawsze będę szczęśliwy jeśli będziesz obok, ale..
- Ale co?
- Myślę, że się tego domyślasz. Nie wiem tylko czy nadal chcę ci to powiedzieć.
- Nie mów. Niech zostanie tak jak jest.
- Może tak będzie lepiej.
Zapadła między nami ta dziwna krępująca cisza.. Nie wiedziałam, gdzie mam podziać wzrok ani jak się zachować.
- Lepiej wróćmy już do namiotu.
Nie chciałam jeszcze wracać. Nie chciałam tak zakończyć tej rozmowy, dlatego postanowiłam zacząć inny trapiący mnie temat i wyrzucić go w końcu z siebie.
- Zostałam adoptowana.
Jak zwykle moje słowa wywołały szok i zdziwienie.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej?
- Nie chciałam psuć ci nastroju.  

- I tak nie był najlepszy.
Aluzja do mojego poprzedniego zachowania? Jak miło odczuwać wyrzuty sumienia.
Sarkazm? Tak nisko upadłaś?
- Mama, powiedziała mi o tym przed wyjazdem. 
- Przykro mi. - ciepły ton Damiana, sprawił, że zrobiło mi się niewyobrażalnie źle.
- Mnie też.
Damian objął mnie niepewnie, bojąc się mojej reakcji, ale w tej chwili czułam, że potrzebuję czyjejś... jego obecności. 
Nie potrafiłam zapanować nad ukrywanymi do tej pory łzami, które zaczęły spływać mi z coraz większą siłą, po policzkach.
- Wiesz co jest najgorsze? - zapytałam pomiędzy kolejnymi spazmami. - Że mogłam być wpadką, kulą u nogi kobiety, która mnie nie kochała.. nie chciała mnie! Rozumiesz? - poczułam wściekłość i jednocześnie niewyobrażalną bezsilność. Bo i co mogłam teraz z tym zrobić? - Jestem beznadziejna skoro nawet ona mnie porzuciła.
Chciałam wyrwać się z objęć Damiana, ale ten przytrzymał mnie przy sobie i nie pozwolił odejść. Nie pozwolił mi zrobić czegoś głupiego.
- Puść mnie! Daj sobie ze mną spokój! - krzyknęłam raz jeszcze, próbując wyswobodzić się z jego mocnego uścisku. - Damian.. proszę cię. - dodałam niemal łkając. Ostatecznie wtuliłam się w niego do granic możliwości. Wylewałam z siebie morze łez, podczas gdy on nie mówił nic. Był jedynie blisko mnie i .. nie chciał mnie opuścić.
- Jesteś warta każdej minuty mojego życia. Kiedyś ci już powiedziałem, że zawsze będę przy tobie. Nigdy w to nie wątp. - powiedział unosząc mój podbródek. Spojrzałam na niego przez załzawione oczy i po raz setny chyba podziękowałam Bogu za takiego przyjaciela.
- A co do twojej matki.. Nie osądzaj jej i siebie tak pochopnie. Los pisze nam najprzeróżniejsze scenariusze, których nikt nie potrafi przewidzieć.
Nie możesz winić się za jej decyzję. To nie jest twoja wina. Proszę cię, nie zadręczaj się tym.
Przejechał delikatnie opuszkiem palców po moim prawym policzku, sprawiając, że przeszedł mnie lekki dreszcz.
- Chcę ją poznać. Dowiedzieć się dlaczego to zrobiła.
- Pomogę ci. 
Pokiwałam głową, w danej chwili, zapominając o moich uczuciach i o tym, że postanowiliśmy ich nie wyjawiać. Teraz liczyło się tylko odnalezienie mojej matki.
- Wracajmy.
Tym razem zgodziłam się z jego propozycją. Chwilę, dosłownie chwilę później wchodziliśmy z powrotem do namiotu. Droga, którą przebyłam okazała się w rzeczywistości o połowę krótsza.
 Odrzuciłam na bok sprzeczne uczucia i wtulając się ponownie w Damiana, wsłuchałam się w miarowe bicie jego serca, które wprawiło mnie w powolny rytm zasypania.



przepraszam, że was okłamałam-nie specjalnie, przecież,
ale postaram się w przyszłości nie składać wam obietnic bez pokrycia
i nie używać zdradzieckiego słowa "niebawem"
notka krótka tylko dlatego, że jak zwykle zabrakło mi na wszystko czasu. 
liczę na miłe opinie ^^

sobota, 19 października 2013

Rozdział 21

Jak to możliwe, że niemal każda nowa rzecz, której się dowiaduję jest związana z Damianem? Próbowałam jakoś to sobie wytłumaczyć. Jest przecież moim przyjacielem. Spędzałam z nim dużo czasu, ale o co chodzi z tym?
- No cóż. Gołym okiem było widać, że coś między wami iskrzy.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie wiedziałam co o tym myśleć.
- Więc dlaczego niczego z tym nie robiliśmy?
Nik, wzruszył ramionami, znów wpatrując się przed siebie.
- A co było z nami?
Zapytałam, nie doczekawszy się odpowiedzi na poprzednie pytanie.
- Nie chciałem niczego między wami zepsuć, dlatego odczekałem kilka dni, żeby sprawdzić jakie są wasze relację. W końcu, gdy nie zauważyłem niczego co by świadczyło o tym, że jesteście razem zapytałem Damiana o jego zdanie. Padło chyba nawet pytanie kim dla niego jesteś.
- I co powiedział?
Zapytałam, ze zbyt dużym entuzjazmem, nie potrafiąc się powstrzymać.
Nik uśmiechnął się czarująco i pokiwał głową, potwierdzając jakieś swoje przemyślenia.
- Nie zgrywaj takiego tajemniczego, okej? - zażartowałam, chcąc odwrócić jego uwagę od mojej nadmiernej ciekawości na temat Damiana.
- Zawsze wiedziałem, że ta przyjaźń przerodzi się w coś innego.
- Przestań już filozofować. Powiedz lepiej jak to było z nami i nie zbaczaj z tematu.
- Jak sobie życzysz. To znaczy mam nie zdradzać szczegółów odpowiedzi Damiana? - zapytał z chytrym uśmieszkiem, czekając aż się złamię i przyznam.. Nie. Nie przyznam.
- Nie, możesz je zatrzymać dla siebie. - odpowiedziałam poważnie.
- Zaprosiłem cię na kilka randek.
A więc się zgodził? Nie rozumiałam gniewu na Damiana, kiełkującego gdzieś w moim umyśle.
- Iii?
- I nam nie wyszło. Wiesz, nie było między nami tego czegoś, co utrzymałoby nas w tym związku.
- Ale za to zostaliśmy przyjaciółmi.
- Tak. To nam wyszło świetnie.
- I potem poznałeś miłość swojego życia. - powiedziałam z uśmiechem.
- To był jeden z najszczęśliwszych i najkoszmarniejszych dni mojego życia.
- Dlaczego?
- Może kiedyś ci opowiem.
Znów uśmiechnął się tym swoim chytrym uśmieszkiem i pomaszerował do chłopaków, którzy właśnie wyłonili się zza drzew, nie dając mi szansy na jakikolwiek sprzeciw.

***

Zaczynało zmierzchać a ja nadal nie znalazłem żadnych informacji na temat miejsca pobytu Jagody.
Podczas, gdy na zewnątrz robiło się już ciemno, w lesie panowały niemal egipskie ciemności. Jednak z czasem przyzwyczaiłem się do tego.
Tutaj mogłem wmówić sobie, że nie muszę szukać dziewczyny, która staje się obsesją Daniela.
Co mam mu powiedzieć? Że jej nie znalazłem? Za żadne skarby świata się na to nie zdobędę.
Strasznie wnerwia mnie fakt, że przez niego stałem się takim tchórzem. Boję się nawet mu sprzeciwić. A wszystko po to by nie mieć jeszcze więcej kłopotów. Co za głupiec ze mnie!
Fakt Daniel bywa agresywny i irracjonalny, ale nie mogę do końca życia wykonywać jego poleceń i być na każde skinienie.
W dodatku naprawdę nie chciałbym być tym, który powie mu, gdzie jest teraz Jagoda. Znów pakować ją w tę chorą znajomość.
Z rozmyślań wyrwał mnie głośny szelest. Stanąłem jak wryty nasłuchując, podczas gdy gałęzie krzaków zaczęły się złowrogo poruszać.

***

- Słyszeliście to? - zapytała Lena.
- Jakiś szelest?
Kinga zgodziła się niepewnie, łapiąc Konrada za ramię.
- Dajcie spokój, to pewnie jakiś jeleń.
Damian starał się uspokoić dziewczyny, co chwila zerkając w moją stronę.
Wszyscy siedzieliśmy wokół ogniska, które chłopcy zdążyli już rozpalić.
Gdy zajmowaliśmy wokół niego miejsca, starałam się usiąść jak najdalej Damiana. Ominęłam wolne miejsce koło niego i usiadłam pomiędzy Nikiem a Maksem. Było to zdecydowanie bardziej praktyczne. Jednak nie uszedł mojej uwadze smutny i zawiedziony wzrok przyjaciela.
Kiełbaski skwierczały pod wpływem wysokiej temperatury, roznosząc smakowity zapach. Sprawiały, że stawałam się coraz bardziej głodna. 
- Może macie ochotę na jakąś straszną historię? - zapytał Nik, śmiesznie poruszając brwiami.
- A może jednak nie?
Malwina nieudolnie sparodiowała zachowanie swojego chłopaka co wywołało kolejną salwę śmiechu.
- Nie mówcie, że się boicie.
Konrad pokręcił głową z uśmiechem.
- Skąd ci to w ogólne przyszło do głowy? - powiedziała niewinnie Lena.
- Może z tego, że was znam.
- Przepraszam bardzo, a kto przy ostatnim takim wypadzie uciekał przed wiewiórką? - Malwina złapała się pod boki, wbijając rozbawiony wzrok w Konrada.
- To nie była wiewiórka! - zaśmiał się Konrad, jak i cała reszta.
Próbowałam wyobrazić sobie to zdarzenie, niestety z marnym skutkiem. Cały czas myślałam o Damianie, rodzicach - prawdziwych czy też tych drugich - Danielu..
- A co to niby było twoim zdaniem?
- Coś większego na pewno.
- Stchórzyłeś! - krzyknęła Lena, śmiejąc się .
- Bądźcie miłosierne i dajcie mi spokój, okej? Lepiej spójrzcie tam.
Wskazał ręką na przeciwległy brzeg jeziora, z nad którego połyskiwało światło reflektorów. Wszyscy zgodnie wstaliśmy z miejsc, trzymając swoje jedzenie na specjalnie naostrzonych przez Nika kijkach, by dojrzeć kto się tam znajduje. Usłyszeliśmy trzask zamykanych drzwiczek, a potem dojrzeliśmy jedynie światła włączanych latarek. Było zbyt ciemno by zobaczyć kogokolwiek. Ciszę zakłócały tylko męskie i kobiece śmiechy .
- Wychodzi na to, że mamy towarzystwo. - stwierdził Nik.
- Też nas chyba zauważyli. - dodała Kinga, gdy światła z latarek przestały się poruszać, a rozmowy tak jak nasze umilkły.
 - Ciekawe kto to.. - zastanowiła się na głos Lena. Podchwyciłam przez przypadek wzrok Damiana, który w dalszym ciągu nie spuszczał ze mnie wzroku. Zaczynało mnie to irytować, nie wspominając już o tym, że i tak byłam na niego zła. Nie powinnam się na niego gniewać, dlatego że prawdopodobnie nie miał nic przeciwko temu, żebym spotykała się z Nikiem. Ale może zaczęłam wariować?
- Pewnie jutro się dowiemy.
Malwina objęła się ramionami i oparła o Nika, stojącego koło mnie.
- Nie wiem jak wy, ale ja zgłodniałem.
Konrad zdjął w połowie spaloną kiełbaskę z kijka i zaczął ją jeść. Na jego widok przypomniało mi się o własnym głodzie, który dręczył mnie przez cały czas, gdy je smażyliśmy. Podążyłam jego śladem, tak jak pozostali.

***

Otworzyłem drzwi, z mocno walącym sercem, które nie uspokoiło się jeszcze po tym jak jakiś durny zwierzak nastraszył mnie w lesie. Bałem się konfrontacji z Danielem, ale doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że byłoby jeszcze gorzej gdybym nie stawił się na umówione spotkanie.
Już od progu dało się wyczuć woń alkoholu zmieszaną z dymem papierosowym. Przeszedłem przez ciemny korytarz, nasłuchując oznak obecności chłopaka. W domu panowała niewyobrażalna cisza. Z jednej strony wydało mi się to dziwne, że zostawił otwarte drzwi, wychodząc. Nie należał do ludzi rozkojarzonych, ale z drugiej odetchnąłem z ulgą na myśl, że nie będę musiał się z niczego tłumaczyć.
Zbyt szybko zacząłem się cieszyć - pomyślałem, gdy znalazłem Daniela śpiącego na kanapie. Na stoliku stało kilka opróżnionych butelek whiskey, dwie puste paczki papierosów i pełna popielniczka.
Jednak nie miałem takiego pecha jak myślałem. Znów kompletnie się zalał, co było tym razem dobrą wiadomością. Jak na razie miałem spokój. Tylko do kiedy...?

***

Po skończonym posiłku postanowiliśmy, demokratyczną większością, że tego wieczoru pójdziemy spać szybciej. Muszę stwierdzić, że wykończył mnie dojazd i rozkładanie "obozu". Natomiast Konrad i Nik, zapowiedzieli, że zgadzają się z nami tylko dlatego, że jutro mają zamiar poimprezować i dobrze się bawić. Cokolwiek by to nie znaczyło.
Damian z Maksem nie angażowali się zbytnio w rozmowę. Nie wiedziałam czy to przeze mnie Damian się wycofał i nie odzywał podczas rozmów innych. Co innego mogłabym powiedzieć o Maksie. Ten mógł się nie odzywać tylko z dwóch powodów. Pierwszym mogło być to, że Lena cały czas go ignorowała. Drugim fakt, że Nik od czasu do czasu łypał na niego groźnym wzrokiem.
Pomimo tego, że musiałam dzielić namiot z Damianem, cieszyłam się, że Maks i Nik choć w nocy będą rozdzieleni. Z ich zachowania można spodziewać się tylko jednego. A nie mam najmniejszej ochoty na kolejne kłótnie.
Jako pierwsza weszłam do namiotu. Dyskretnie i szybko się przebrałam i dałam nura pod śpiwór. Choć w dzień było zbyt gorąco, tak teraz odczułam, że lekko się ochłodziło.
Miękki materiał i to, że w końcu mogłam odpocząć sprawiło, że nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam.
Obudziłam się zdecydowanie zbyt szybko. Na zewnątrz było jeszcze ciemno, co świadczyło o tym, że być może minęła godzina lub dwie od czasu kiedy zasnęłam. Jęknęłam cicho czując jak całe moje ciało zdrętwiało. We śnie nie zmieniłam pozycji i w dalszym ciągu leżałam na prawym boku, twarzą do śpiwora. Odwróciłam się powoli, starając się robić jak najmniej hałasu.
Dzięki temu, że mój wzrok przyzwyczaił się już do ciemności, mogłam bez trudu rozpoznać twarz chłopaka, który spał sobie smacznie, odwrócony w moją stronę.
Oddychał spokojnie i równomiernie z rękami podłożonymi pod policzek. Wyglądał niewinnie, zupełnie jak niemowlę.
Przyglądając się mu byłam bliska kłótni samej z sobą. W połowie byłam na niego zła, ale zaczęłam też tęsknić za naszymi rozmowami. Nie wiedziałam, które uczucie przeważy w następnych dniach.
Nie chciałam zostać przyłapana na bezceremonialnym wpatrywaniu się w niego, dlatego zamknęłam oczy, udając, że śpię, gdy się przebudził.
Jednak nie zdołałam go oszukać.
- Nie możesz spać?
Zapytał szeptem, podczas gdy ja zastanawiałam się nad dalszą ewentualną kiepską grą aktorską. Może w końcu dałby mi spokój? Ale do czego by to doprowadziło? Nie chciałam go stracić.. Nie chciałam stracić przyjaciela.
- Tak jakby.
Nie chciałam być też dla niego okrutna. W końcu to on mnie tu przywiózł, zorganizował to wszystko bylebym nie była narażona na niechciane wizyty Daniela.
- Mogę dotrzymać ci towarzystwa, jeśli chcesz.
Jak mam się odnaleźć w swoich uczuciach, skoro z każdą chwilą plączą się jeszcze bardziej?
- Spróbuj zasnąć. Mną się nie przejmuj.
Zaśmiał się rozpoznając w moich słowach swoje własne. Po tamtej "bójce" podczas korku zrobiła mu się teraz fioletowa plama, dzięki której wydał mi się przystojniejszy.
- Znów odmowa?
- To nie tak.. - westchnęłam, nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.. ponownie.
- Czuję, że coś nie gra, Jagoda.
W dalszym ciągu nie wiedziałam jak mu to wszystko wytłumaczyć, skoro sama tego nie rozumiałam. Albo czy w ogólne chcę mu cokolwiek powiedzieć.
- Nie chcę, żeby nasza przyjaźń się spaprała.
- Przyjaźń? Zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi?
Tym razem to on milczał.
- Nie rozumiem naszych relacji Damian. - przewróciłam się na plecy, chcąc uwolnić się od jego spojrzenia. - Nie wiem co mam o wszystkim myśleć. Coraz bardziej się w tym gubię.
- Chciałbym wytłumaczyć ci co ja czuję, ale podejrzewam, że tego nie chcesz..
- Masz rację, nie chcę.
Odparłam, i nie potrafiąc wytrzymać w tak małym pomieszczeniu, wyszłam na zewnątrz.




chyba uwinęłam się szybciej niż zamierzałam ;)
mam nadzieję, że się spodobało i was nie zanudziłam ;p
kolejny? miejmy nadzieję, że niebawem ^^

poniedziałek, 14 października 2013

Rozdział 20

Damian spojrzał na mnie wyczekująco, a ja uzmysłowiłam sobie, że tak naprawdę nie jestem jeszcze gotowa by o tym rozmawiać.
- Lepiej pomóżmy innym.
- Jagoda? Porozmawiaj ze mną.
- My też się musimy rozpakować.
Wstałam, i nie zwracając na jego protesty podeszłam do samochodu, w którym znajdowały się moje rzeczy. Damian w końcu, jak na razie dał za wygraną, i mogłam w spokoju udawać, że nic takiego nie dzieje się w moim życiu. Tak, jakbym wszystko pamiętała, nigdy nie poznała chłopaka o imieniu Daniel, nie była skołowana w związku z uczuciami do Damiana, a ten wyjazd, jest tylko spontaniczną wycieczką w gronie przyjaciół...
Podobno marzenia się spełniają.
Przez resztę popołudnia rozpakowywaliśmy rzeczy i ogólnie urządzaliśmy się w nowym miejscu. Najwięcej kłopotu sprawił nam przydział spania w namiotach.
- To może pary w jednym, a single w drugim? - zaproponował Konrad.
- Zapomnij.
Lena, uparcie nie zgadzała się na dzielenie jednego namiotu z Maksem. Za to ten był jak najbardziej za.
- To może, jedna para i dwójka singli w jednym, i tak samo w drugim namiocie? - tym razem Kinga zabrała głos, na co Nik, odpowiedział, że w takim wypadku z pewnością trafi mu spanie obok Maksa, a tego w stu procentach nie zniesie.
Choć wiedziałam do czego był w stanie się posunąć, zaczęło robić mi się go żal. Przyjechał by, jak zgaduję, pogodzić się z Leną, a tu spotyka go sama wrogość, na każdym kroku.
- O, a może dziewczyny w jednym, a chłopcy w drugim?
Malwina uśmiechnęła się, jak zwykle, rozbrajająco radośnie.
-  Powtarzam, że nie będę spał obok tego debila.
- Ej, uważaj co mówisz, jasne?
- Taka ciota jak ty nie ma prawa mi rozkazywać!
Każde kolejne słowo było bardziej wrogie od poprzedniego. Coraz mniej mi się to podobało.
- Przestańcie, okej? Te kłótnie nie mają sensu.. Przyjechaliśmy tu, żeby pomóc Jagodzie, a wy sobie urządzacie jakieś cholerne przepychanki.
Damian choć nie podniósł głosu, uspokoił chłopaków. Z poważną miną spojrzał to na jednego to na drugiego, a później na mnie.
- Ja, Jagoda, Maks i .. Konrad? - poczekał na potwierdzenie chłopaka i kontynuował - w jednym, a Malwina, Nik, Kinga i Lena, w drugim. Pasuję?
Chciałam powiedzieć, że mnie to nie pasuję, ale wywołałabym kolejną wymianę zdań, na co nie miałam ochoty. Po za tym, nie mogłam tego powiedzieć, po tym, jak Damian oświadczył, że przyjechali tu dla mnie..
- Mam nadzieję, że nie chrapiecie..? - postanowiłam zażartować, ale skutek był zupełnie odwrotny od zamierzonego. Chciałam zmniejszyć napięcie między nami, ale wywołałam tylko siedem zdziwionych spojrzeń.
- No co?
I w tym momencie, zrozumiałam że powodem takiego wzroku może być tylko jedno.
- Nie lubię tego, prawda?
- Wręcz nienawidzisz. - wyjaśniła Kinga, z lekkim uśmiechem.
- Przypomniałaś sobie? - zapytała Lena.
- Nie wiem. Nawet nad tym nie myślałam. Po prostu..
- Ja myślę, że gdzieś w podświadomości kryję się cale twoje życie. Tylko z jakiegoś powodu, podświadomie, nie chcesz sobie go przypomnieć.
Słowa Malwiny wydały mi się bardzo prawdziwe. Jednocześnie podsunęły mi myśl o tym, kogo mogłabym się bać przypomnieć. Wolałam nie ciągnąć tego tematu.
Tak czy siak, wylądowałam zbyt blisko Damiana... w jednym namiocie.
 - Robi się ciemno. - Malwina rozejrzała się wokół siebie.
- I chłodno. - dodała Lena, pocierając ramiona.
- Rozpalimy jakieś ognisko i się zrelaksujemy. Myślę, że tego nam właśnie potrzeba. - oświadczył Konrad, po czym razem z Damianem i Maksem poszli do lasu w poszukiwaniu drewna.
Dziewczyny zaczęły przygotowywać jedzenie, a Nik podszedł do brzegu jeziora. Przykucnął i przez chwilę wpatrywał się w bezruchu w ciemniejące niebo. Bez zastanowienia podeszłam i usiadłam po turecku obok niego.
- Coś cię gryzie?
- Nie. Nie musisz się o mnie martwić. - odpowiedział z uśmiechem.
- Nie podoba ci się obecność Maksa ?
- Jak zawsze spostrzegawcza i empatyczna.
- To nie jest prawidłowa odpowiedź, jak sądzę.
- Faktycznie, zapomniałem dodać, że jesteś uparta. - powiedział i zaśmiał się cicho.
- Powiesz mi czy nie? - zapytałam z lekka ubawiona.
- Nie.
- Nie, nie powiesz, czy nie, nie podoba ci się to, że Maks tu jest?
- Zgadnij. - i znów się zaśmiał.
- Ty tak zawsze?
Zapytałam poirytowana i rozśmieszona.
- Przeważnie.
- Wkurzające.
- Z tobą też nie jest łatwo wytrzymać .
- Więc dlaczego zgodziłeś się na to by tu z nami przyjechał?
Postanowiłam zakończyć tę śmieszną, ale i niepotrzebną w tej chwili konwersację.
- Chyba coś mi odwaliło. Wtedy, gdy z nim rozmawiałem, uwierzyłem mu, że żałuje tego co zrobił. Sam nie rozumiem jak mógł polecieć na inną, mając tak fantastyczną dziewczynę. Lena była dla niego wręcz aniołem. Rzadko się złościła, nie robiła mu scen, no i nie miała nic przeciwko wypadom z kolegami.. Może i to był błąd. Być może gdyby nie była taka wyrozumiała i ten jeden raz nie pozwoliła mu iść z kumplami..
- Wydaje mi się, że jeśli miał ją zdradzić, doszłoby do tego prędzej czy później.
- Chyba masz rację. Tylko, że zaczynam żałować swojej decyzji.
- Dlaczego?
- Jeśli uda mu się ją ubłagać.. a ona mu wybaczy.. Nie wiem czy będę w stanie traktować go tak jak dawniej, czy ja potrafię mu to wybaczyć.. Nie chcę być egoistą.
Rozumiesz?
- Tak, chyba tak.
Dostrzegłam, że stara się myśleć o innych i stawiać ich dobro ponad własne. To skarb mieć takiego przyjaciela, czy chłopaka.
- Malwina jest pewnie dumna z takiego chłopaka.
Na dźwięk jej imienia uśmiechnął się mimowolnie.
- To ja jestem szczęściarzem. I pomyśleć, że to ty mogłabyś być na jej miejscu.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Przesłyszałam się czy on to naprawdę powiedział?
- Na serio?
- Tak. Kilka tygodni po tym jak Damian poznał ciebie i Kingę, przedstawił mnie wam. Nie zaprzeczam, że wpadłaś mi w oko, ale przede wszystkim spodobał mi się twój charakter. Oczywiście zanim cię gdzieś zaprosiłem zapytałem Damiana czy nie ma nic przeciwko..
- Dlaczego akurat jego?



wybaczcie, ale nie mam ostatnio czasu, żeby dodawać częściej. 
postaram się jednak dodawać kolejne w ciągu tygodnia. 
no i nie ukrywam, że mam już kilka pomysłów, dzięki którym będzie tu ciekawiej ;)
podobało się? mam nadzieję. 
do następnego ^^

niedziela, 6 października 2013

Rozdział 19

Nie chciałam już nigdy więcej słyszeć tego głosu, dlatego też rozłączyłam się zanim znów się odezwał. Kierowana impulsem wyrzuciłam telefon w głąb lasu. Wzięłam kilka uspokajających oddechów, wmawiając sobie, że tu mnie nie znajdzie.
- Kto dzwonił?
Nie usłyszałam nawet, że Damian do mnie podszedł. Drgnęłam na dźwięk jego głosu, przez co od razu domyślił się odpowiedzi.
- Jagoda. Z nami jesteś bezpieczna. - powiedział odwracając mnie do siebie. Spojrzałam w jego zatroskane oczy, czując, że nie chciałabym być teraz nigdzie indziej. Wtuliłam się w ramiona Damiana, zaciskając oczy. Pragnęłam o wszystkim zapomnieć. Zaszyć się gdzieś w środku lasu i nie wychodzić z niego już do końca życia.
Z niechęcią oderwałam się od chłopaka, gdy usłyszałam warkot silnika, oznajmiający, że nasi przyjaciele właśnie do nas dołączyli.

***

Przez kilka dobrych minut patrzyłem w skupieniu jak Daniel, próbuje zapanować nad wściekłością. Chodził od ściany do ściany z zaciśniętymi pięściami i twarzą pełną szaleńczych uczuć. Właśnie w takich momentach próbowałem schodzić mu z drogi. Od kiedy go poznałem miał problemy z kontrolowaniem gniewu. Nie śmiałem nawet wspominać mu o psychologu. Jedynym, który tego spróbował, był Maciek. Wiele razy mówił mi, że żałuje tej decyzji. Nigdy nie zapomnę trzasku łamanej kości, po tym gdy Daniel usłyszał o pomocy psychologicznej. Na szczęście niczego poważnego nie wyrządził jego silny cios. Choć regularnie chodzi na siłownię rezultaty nie są widoczne gołym okiem. Żaden z nas nie chciałby się przekonywać na własnej skórze o jego postępach. Za dobrze go znamy.
- Rozłączyła się. - wycedził przez zaciśnięte zęby.
Nie odzywałem się. Wolałem poczekać i sprawdzić, czy w dalszym ciągu ma ochotę wyładować na kimś swoją złość.
- Rozumiesz to?! Nie chciała ze mną, kurwa, rozmawiać!
Krzyknął patrząc mi prosto w oczy. Nie odwracałem wzroku. Cierpliwie słuchałem, nie robiąc żadnych uwag.
- Jakby w ogóle miała jakiś wybór. - dodał nieco spokojniej. - Nie pozwolę na to by spędzała tyle czasu z tym fagasem, z dala ode mnie. 
- Co chcesz zrobić ? - zapytałem spokojnie, choć wewnątrz mnie głębiły się niepokój i lęk.
Daniel przez chwilę patrzył na mnie całkowicie się rozluźniając. Rozważał moje pytanie z nieobecnym wzrokiem.
- Znajdź ją. Chcę wiedzieć z kim dokładnie wyjechała, dokąd i na ile.
Powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu i wyszedł, trzaskając drzwiami.
Oczywiście, jak sobie życzysz. Nie śmiałbym ci się sprzeciwić. Choć bardzo bym chciał, pomyślałem.

***

Niewielkie jezioro i pomost. I choć nie pamiętam czy potrafię i lubię pływać, lekki wietrzyk o charakterystycznym zapachu wody przyniósł mi ukojenie. Spontanicznie, nie patrząc na innych pomaszerowałam przed siebie. Stare deski skrzypiały pod moim ciężarem. Z jednej strony przyszło mi na myśl, że w każdej chwili, któraś mogłaby się załamać. Jednak mimo to dotarłam na sam koniec. Wpatrywałam się w widoki przede mną, ignorując śmiechy i rozmowy pozostałych, które fantastycznie się roznosiły. Nie uszły mojej uwadze kolejne skrzypienia desek.
- Świetny widok, prawda? - zapytała z uśmiechem niska blondynka, z niebieskimi oczami, Lena.
- Tak. Fantastyczny.
- Za każdym razem podoba mi się tu coraz bardziej.
- Byłaś tu już?
- O tak, wiele razy. Tak jak ty.
Spojrzałam na nią trochę zdziwiona, po czym odetchnęłam głęboko. O tak wielu rzeczach jeszcze nie pamiętam.
- Kto znalazł to miejsce?
Lena odwróciła ode mnie wzrok ze smutnym spojrzeniem. Patrzyła przez chwilę na las rozpościerający się na drugim końcu jeziora, po czym znów na mnie spojrzała.
- Kiedyś wybrałam się z Maksem na wycieczkę motocyklem. Było naprawdę świetnie. Uwielbiałam ten wiatr na twarzy i we włosach.. oraz to, że byłam tam z nim. Nie chcieliśmy jeszcze wracać do domu i przerywać tej magicznej chwili bycia razem, dlatego skręciliśmy w pierwszą ścieżkę, którą zobaczyliśmy i trafiliśmy tutaj - uśmiechnęła się lekko na to wspomnienie, następnie spojrzała w dół, na pomost - Przez długie godziny, niemal do zachodu słońca, siedzieliśmy tu, rozmawiając i ciesząc się swoją obecnością. Był to chyba najbardziej idealny wieczór jaki dotąd było mi dane z nim spędzić.
Obejrzałam się na pozostałych, zauważając, że Maks patrzy na nas z zainteresowaniem i czymś jeszcze, czego nie udało mi się zidentyfikować z tej odległości.
- A więc otaczają mnie same pary, hm?
- Nie jesteśmy już razem. - wypowiedziała te słowa z ledwo zauważalnym smutkiem, w bardzo szybkim tempie, jakby chciała zamknąć już ten etap w swoim życiu.
Na myśl nasuwało mi się tylko jedno pytanie, ale czułam, że nie powinnam o to pytać. Nie chciałam jej zmuszać do jakichkolwiek wyjaśnień. Na wszystko przyjdzie czas.
- Zepsuł wszystko. - powiedziała. - I choć cząstka mnie chciałaby mu wybaczyć, nadal nie potrafię wyprzeć z myśli obrazu, na którym całuje się z inną.. w rozpiętej koszuli, na środku pokoju, trzymając ją za pośladki.
Zacisnęła oczy, kręcąc głową. Dobrze wiem co robiła.. Chciała wyrzucić to z głowy, ale nie potrafiła.
- Reszta o tym wie ?
- Tak, dlatego Nik, zachowuje się co do niego tak ozięble. Traktuje mnie jak młodszą siostrę, a ja jego jak brata. Do tej pory nie wiem, jak Maks zdołał przekonać Nika, by mógł z nami pojechać.
Teraz rozumiem tę niechęć, jaką wyczułam między nimi. Zresztą wcale nie dziwię się Nikowi. Z całej siły starałam się nie uprzedzać co do Maksa, by nie wprowadzać i tak już trochę napiętej atmosfery. 
- Chodźmy zobaczyć czy rozstawili namioty. - powiedziała z delikatnym uśmiechem, nadal myśląc o swoich wcześniejszych słowach.
W ciszy dotarłyśmy do reszty skupionej wokół dwóch prawie rozstawionych namiotów. Malwina z Kingą siedziały na drewnianej ławce połączonej ze stołem, której wcześniej nie zauważyłam i przyglądały się chłopakom z rozbawieniem.
- Nie radzicie sobie? - zapytałam.
- Wręcz przeciwnie. Wszystko idzie jak po maśle.
Nik, puścił do mnie oczko i uśmiechnął się przyjacielsko, wskazując na Damiana, który stał z jakimś metalowym czymś i z poważną miną patrzył na namiot.
- Coś ci chyba nie wychodzi.
- Poczekaj chwilę.
Posłusznie niczego więcej nie mówiłam, i czekałam aż Damian poradzi sobie z postawieniem namiotu. Po pozie Nika wywnioskowałam, że chciałby pomóc, ale ten mu nie pozwala. Męska duma, czy może coś innego?
Po chwili usłyszeliśmy trzask i odgłos zapadającego się namiotu.
Nie potrafiłam się opanować, widząc zagubioną minę chłopaka, więc chwilę później stałam skręcając się ze śmiechu razem z resztą.  Damian także śmiał się z siebie, ale nie uszło mojej uwadze to, że patrzy na mnie w czysto chochlikowy sposób. Zupełnie jakby coś knuł.
- Trzeba cię chyba ostudzić.
Był to bardzo dobry sposób na przegnanie ataku śmiechu. Uśmiech zniknął z mojej twarzy tak szybko jak się pojawił i teraz stałam naprzeciw niego z miną niewiniątka, przeczuwając jakie są jego plany.
- Przecież ty nawet namiotu nie potrafisz rozstawić. - wiedziałam, że moje docinki nie skończą się najlepiej, ale nie potrafiłam się powstrzymać.
- Sama tego chciałaś. - ostrzegł i tak, że nawet nie zauważyłam wziął mnie na barana. Wydałam z siebie krótki okrzyk zaskoczenia po czym zaczęłam wymierzać w jego plecy kilka kobiecych uderzeń.
- Puść mnie. - chciałam by zabrzmiało to bardziej stanowczo, ale przypomniała mi się opowieść Damiana, gdy wnosił mnie tak po imprezie po schodach, więc znów zebrało mi się na śmiech.
- Nie ma mowy. - odpowiedział świetnie się bawiąc i niemal pobiegł na koniec pomostu, skąd zeskoczył nim zdążyłam cokolwiek wykrzyknąć.
Wynurzyłam się łapiąc powietrze, po czym uświadomiłam sobie, że mam tu grunt i mogę swobodnie stanąć. Damian patrzył już na mnie z zawadiackim uśmiechem. Nie mogłam się powstrzymać, więc ochlapałam go z całej siły i z impetem zaczęłam przedzierać się na brzeg. Faceci oczywiście nie posiadali się ze śmiechu, więc ich też troszkę ochlapałam.
- Hej, my ci nic jeszcze nie zrobiliśmy. Za co to? - Nik podniósł ręce w obronnym geście, nadal się śmiejąc.
- Za całokształt.. I na przyszłość. - dodałam po chwili namysłu.
Podeszłam do dziewczyn, w dalszym ciągu siedzących na ławce.
- Chcesz ręcznik? - zapytała Malwina.
- Chyba nie ma sensu się wycierać przy takiej pogodzie.
Słońce nadal grzało niemiłosiernie, choć teraz odczuwałam tylko przyjemne ciepło. Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że za chwilę będę już sucha.
Chwilę później usiedliśmy wszyscy wokół stołu. Na Damiana nie patrzyłam, zastanawiając się czy się na niego obrazić. W ten sposób, może nie będziemy musieli wracać do tamtej rozmowy.
- I co teraz?
- Z czym? - odpowiedział lakonicznie Konrad.
- Nie będziemy raczej spać w jednym namiocie, geniuszu.
- Zawsze możesz spać na pomoście.
Lena zrobiła naburmuszoną minę i wytknęła do niego język.
- Ty też.
- Ja mam namiot. - powiedziałam, przypominając sobie, że rodzice kupili mi go tuż przed wyjazdem. Chwila.. ja przecież nie mam rodziców...
- To świetnie. - Malwina klasnęła w dłonie i uśmiechnęła się szeroko. Natomiast Kinga zaoferowała się, że go przyniesie... i rozłoży na co wszyscy oprócz mnie wybuchnęli śmiechem.
- No to co, trzeba się rozpakować.
Zakomenderowała Malwina. Podczas, gdy reszta poszła po bagaże do samochodów nadal nie ruszyłam się z miejsca. Tak jak i Damian.
- Co ci jest? Martwisz się o Daniela? Chwilami całkowicie się wyłączasz.
- Chodzi o moich rodziców. 



ta dam!
mam nadzieję, że się podobało ;D